Jerzy Kosałka
16.10 - 20.11.2008
Sznurek w kolorze blue [130 cm] (2008)

Jakiś czas temu oglądałem program w katolickiej telewizji. Był to program o sztuce współczesnej i miał formę dyskusji pomiędzy prowadzącymi a Awangardową Kuratorką i Uznanym Malarzem. Awangardowa Kuratorka lansowała tezę, że artysta powinien być profesjonalistą realizującym wystawę na zamówienie kuratora: a Uznany Malarz był raczej za wizją bardziej romantyczną-artysty cierpiacego za miliony.

Wtedy przyszła mi do głowy natrętna myśl: Jak w tym wszystkim mieści się Jerzy Kosałka? Jeżeli nawet cierpi, to nikogo o tym nie informuje, a jeżeli chodzi o jego profesjonalizm to pamiętam fakt wyrzucenia go z pewnej galerii, bo z kolegą zrealizowali taką wystawę, która tylko zirytowała kierownictwo tej placówki. W oczach kuratorki tej galerii wykazali się bowiem brakiem dojrzałego profesjonalizmu, a wręcz niepoważnym stosunkiem do poważnej sztuki.
Gdy już zorientowałem się, że działalność Jerzego Kosałki nie mieści się w obu proponowanych kategoriach, stwierdziłem, że jest on po prostu Amatorem. Dla mnie osobiście jest to najwspanialsza kategoria ,która od razu przywodzi na myśl z jednej strony tak uznanych artystów jak np.: Ociepka, Sówka czy nawet Nikifor, a z drugiej wytępioną w naszym kraju kategorię arystokratów, którzy będąc wybitnymi specjalistami w pewnych dziedzinach, nazywali siebie amatorami, bo naprawdę kochali to co robili, a nie musieli z tego żyć. Żeby do końca wyczyścić to pojęcie, za poradą koleżanki podaję, że słowo to ma korzenie w języku łacińskim i wiedzie się od słowa amo czyli kocham.
Jedną z przyczyn takiej postawy omawianego artysty może być fakt, że ukończył on liceum plastyczne w Katowicach i jak można domniemywać przesiąknął tam atmosferą sztuki śląskich ezoteryków.
Jeżeli jednak ktoś na podstawie tego tekstu wysunie wniosek że Jerzy Kosałka robi rzeczy nieudolne, byle jakiei naiwne, bo takie jest potoczne rozumienie słowa amator, to jest w błędzie. Wystarczy zobaczyć to co Jurek robi, żeby przeżyć. Są to rzeczy wykonane perfekcyjne i zachwycające swoim profesjonalizmem. Ale nie o nich mam zamiar pisać. Chcę pisać o rzeczach irytujących, dowcipnych a i często złośliwych, które artysta pokazuje w różnych galeriach. O rzeczach, które nie mają nic wspólnego z nudnym profesjonalizmem wielu współczesnych wystaw robionych na modłę europejską. Wystaw często o jednoznacznym przesłaniu, słusznych i podobnych do siebie, tak jak jedna piosenka jest podobna do następnej, gdy tylko włączy się radio. Wystaw, co do których widz nie ma wątpliwości, że ma do czynienia ze sztuką współczesną i dających mu głównie poczucie, że na dzisiaj ma załatwioną sprawę kontaktu z kulturą. Prace Kosałki nie dają takiej pewności, widz nie wie czy nie został oszukany, albo wręcz wykpiony, czy ma się zachwycać formą, czy roztrząsać przesłanie, czy się obrazić, śmiać się czy też wreszcie ignorować to wszystko. Autor niestety nie wyciąga pomocnej dłoni do widza, niczego nie tłumaczy i w niczym nie pomaga. Ważnym może jeszcze jest fakt,że Kosałka nie cofa się przed balansowaniem na granicy bufonady i autoironii (ocena z czym mamy do czynienia zależy głównie od widza), bo czym że jest fakt postawienia sobie samemu sobie pomnika z wiele mówiącą inskrypcją: „Kosałce – Naród”.

Postawa ta, straceńcza w swojej taktyce, nie powinna artyście ułatwiać kariery. I tak jest w rzeczywistości, galerzyści boją się jego wystaw, ponieważ nie są łatwe w realizacji, jak również w odbiorze. Dziwnym jednak jest fakt, że Jerzy Kosałka jest jedynym znanym mi osobiście artystą podręcznikowym. Jego praca „ Plan Bitwy pod Kłobuckiem”, trafiła do podręcznika języka polskiego do gimnazjum i sąsiaduje tam ze znanym wierszem Broniewskiego o żołnierzu wracającym z niemieckiej niewoli.

Mógłbym oczywiście dodać, że Jerzy Kosałka jest również absolwentem wrocławskiej Akademii, że współtworzył grupę Legendarny LUXUS, że wystawiał swoje prace w najważniejszych polskich galeriach, że jego prace są w zbiorach i tak dalej. Ale takie rzeczy można napisać o każdym artyście, a wyjątkowość Kosałki polega na tym, że klucz do jego twórczości został zjedzony przez takiego małego pieska, który uciekł i wszyscy go teraz szukamy.

Paweł Jarodzki

 
Design & Content copyright © 2008 - www.galeria.klub13muz.pl Code © 2008 - www.vis-multimedia.com All right reserved! stat4u.pl admin

statystyka